W kwietniu 2019 r. Jitterflow skończy 12 lat. W tym czasie udało nam się zrobić materiał na pierwszą płytę, zbudowaliśmy własne studio i sami zarejestrowaliśmy w nim cały materiał. W 2012 r. wzięliśmy udział w I edycji festiwalu Emergenza i doszliśmy do finału – zajęliśmy 6-te miejsce. Tam zostaliśmy zauważeni przez Guzika z Flapjacka, który zaprosił nas do zagrania wspólnie kilku koncertów w ramach trasy promującej ich nową płytę.

Wielu osobom trudno jest zdefiniować to co gramy i to właśnie uważamy za nasz mały sukces, ponieważ od zawsze jednym
z naszych głównych celów jest robienie czegoś wyjątkowego, czegoś, czego jeszcze nie było. Główną ideą jest łamanie i gięcie na maxa, ale możliwie w jak najlżejszy sposób. Gitara brzmi raczej ciężko, bas ma straszliwy radziecki przester, wokale krzyczą okropnie, ale podstawą wielu motywów są patenty jazzowe, swingowe lub szeroko pojęta polirytmia. Jest dużo hałasu, ale pod powłoką pozornego chaosu kryją się skomplikowane aranże i bardzo zawiłe bity.